Cuda z Lasu

Shawn Kellerman – Guitar Wizard

Z czym kojarzy się Wam Kanada? Zapewne z syropem klonowym, hokejem i czerwonym ubiorem stróżów prawa. Młode pokolenie kojarzy ten kraj jeszcze z komikiem Jonem Lajoie, który w ostatnich latach zasłynął w serwisie You Tube. Ale jeśli interesujecie się muzyką bluesową, to teraz powinniście też kojarzyć ten kraj z Shawnem Kellermanem.

Przyznam się, że umknęło mi to nazwisko i nie znałem go do tej pory. Artyści z Kanady zawsze mieli problem ze zdobyciem sławy poza granicami swojego kraju, gdyż jak wiemy, aby stać się rozpoznawalnym na całym świecie, trzeba stać się sławnym w Stanach Zjednoczonych, a to nie zawsze jest łatwe. Dowiedziałem się o istnieniu tego muzyka dopiero, gdy wystąpił na scenie w Gdańsku. Miał przyjemność grać jako support przed Wishbone Ash w Klubie Parlament. Był to dla mnie najciekawszy punkt tego wieczoru. Do koncertu Wishbone Ash może wrócimy w niedalekiej przyszłości, teraz zostańmy przy Kanadyjczyku.

Shawn Kellerman pochodzi z małej miejscowości Kitchener w prowincji Ontario. Uczył się grać na gitarze, będąc jeszcze nastolatkiem i to bez niczyjej pomocy. Wśród inspiracji wymienia takich muzyków, jak Albert King, Albert Collins i Mel Brown. Ten ostatni to najważniejsza osoba w jego karierze, gdyż był jego mentorem i bliskim przyjacielem. Kilka godzin po śmierci Mela Browna, 20 marca 2009 roku, zdruzgotany tą wiadomością Shawn, wyszedł na scenę w swoim rodzinnym mieście i zagrał napisany przez Browna, ale nigdy przez niego nie wydany, utwór Love Is Sweet. Był to hołd złożony przyjacielowi i muzykowi, któremu zawdzięcza tak wiele… Nagrał z Bobbym Rushem akustyczny krążek Raw To The Bone oraz wydał trzy solowe płyty. Dwie pierwsze nie zyskały zbyt dużej przychylności recenzentów, ale zyskał dzięki nim dużą sympatię publiczności, która wcześniej o nim nie słyszała. Za to trzeci longplay, Blues Without A Home, stał się najlepszą wizytówką tego muzyka. Świetne recenzje krytyków, dużo występów promujących tę płytę i w końcu “świat” o nim usłyszał. Jest to najbardziej wyrazista i najciekawiej oddająca jego muzykę płyta. Samodzielnie skomponował tylko cztery utwory, reszta jest zapożyczona od innych muzyków. Ale to nie świadczy o braku weny twórczej Shawna. Wręcz przeciwnie. Wybrał utwory tak idealnie pasujące do jego natury muzycznej, że album zyskał na świeżości i stał się kompletny.

W całości instrumentalny Ted’s Jam Roberta Randolpha otwiera krążek i już pokazuje on manualne zdolności gitarzysty. Pamiętam jeszcze bardzo dobrze moje zdziwienie, które mną owładnęło po wysłuchaniu pierwszego utworu podczas koncertu Shawna w Gdańsku. Nagle wychodzi na scenę muzyk, którego kompletnie nie znam, a w ciągu kilku minut zaczarował swoją grą całą publiczność zgromadzoną w Klubie. I to nie tylko muzyką, ale i swoim podejściem do grania i interakcją ze słuchaczami. Widać było, że “wyciskanie potu” z gitary jest jego miłością i do każdego występu podchodzi bardzo profesjonalnie.

W Good Times po raz pierwszy poznajemy głos Shawna. Ci, którzy nigdy go nie słyszeli, mogą się lekko zdziwić. Nie jest to “typowy” głos bluesmana, do których przywykliśmy, słuchając np. Joe Bonamassy, Johna Mayera czy Kenny Wayne Shepherda. Ale nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że jego głos jest tak oryginalny, że zaczyna mi się bardzo podobać. Na początku myślałem, że zupełnie do tej muzyki nie pasuje, ale z biegiem czasu zmieniłem zdanie. Jego głos jest po prostu rewelacyjny. Największe wrażenie robi na mnie utwór Big Mama’s Door z repertuaru Alvina Youngblood Harta. Najdłuższy numer na płycie (10:24 min), który po raz kolejny udowadnia, że przydomek Guitar Wizard, którym obdarowano Shawna, jest jak najbardziej słuszny. Szybki kawałek, w którym często można usłyszeć ciężkie partie gitary i ani na krok nie odstępująca od niego sekcja rytmiczna. Do tego lekko mroczny głos Shawna i mamy najlepszą kompozycję tego albumu, która mimo swojej długości, ani razu się nie nudzi. Kolejnym ciekawym punktem tego krażka jest trudny do zdefiniowania utwór o śmiesznie brzmiącej nazwie Burrito Brain. Jest to ciekawe połączenie bluesa, jazzu i funku. Taki wydźwięk kawałek ten zawdzięcza na pewno Lucky Petersonowi i jego finezyjnej grze na klawiszach. Duży wkład posiada również Joseph Veloz, który popisał się efektownym slappingiem (gra kciukiem – technika gry na gitarze basowej). Gościnnie zagrał tu Jason Ricci, który pięknie uzupełnia ten utwór swoją harmonijką. Nad całością oczywiście czuwa gitara Shawna, co sprawia, że jest to z kolei najciekawsza pozycja tej płyty.

Podsumowując ten album, trzeba zauważyć, że jest on do granic możliwości przepełniony autentycznością Shawna, który w swoją muzykę wkłada nie tylko dużo pracy, ale też całe swoje serce. Czytając o Shawnie Kellermanie na amerykańskich stronach internetowych, spotkałem sie z takim określeniem jego osoby: They called James Brown the “hardest working man in show business” and it would be no understatement to call Shawn Kellerman the “hardest playing blues guitarist” on the scene today. Po wysłuchaniu tego albumu i zobaczeniu Shawna na scenie, mogę się w pełni z tym stwierdzeniem zgodzić. I mam nadzieję, że dzięki Blues Without A Home większa ilość osób, zainteresowanych tym gatunkiem muzyki, sięgnie po muzykę tego artysty i następnym razem będziemy witać Shawna Kellermana w Polsce jako gwiazdę najwyższego formatu, a nie tylko jako support podstarzałych już kapel, które lata świetności mają za sobą.

GALERIA (fot. Tarantoga.pl, Materiały Prasowe)

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.