Relacje

Blues w Leśniczówce 2019

Na festiwal w Mirachowie zawsze czekam z wypiekami na twarzy. Dwa dni pełne muzyki z najwyższej półki, spotkania i rozmowy z przyjaciółmi z całego kraju. W głębi kaszubskich lasów, z dala od zgiełku miasta i trudów codzienności. Nie można wymarzyć sobie lepszego czerwcowego weekendu.

To już trzynasta edycja festiwalu w Mirachowie. Trzynaście lat blues wybrzmiewa dumnie na scenie Leśniczówki; i to w czasach, kiedy głównym mainstreamem w kraju jest muzyka dyskotekowa. A pomimo to, Krzysztof Melder tworzy imprezę, która każdego roku przyciąga coraz większą ilość osób, chcących obcować z cudownymi dźwiękami w nietuzinkowym miejscu. A proszę mi wierzyć – nie ma innego, równie urokliwego miejsca w Polsce. Blues w Leśniczówce jest na mojej osobistej liście najlepszych festiwali muzycznych. Nie dość, że od samego początku istnienia trzyma wysoki poziom artystyczny, to wciąż panuje tam wspaniała atmosfera. Weekend na łonie Kaszub, który za każdym razem daję mi siłę i energię na kolejne miesiące.

Tegoroczna edycja festiwalu wypełniona była muzyką polskich artystów. Na przestrzeni dwóch dni wystąpili: Falkenblues, Sixty Seven, White Room Breakout, Blues Time, Merry Go Round, Danny Boy Experience, Acoustic Underground, Wes Gałczyński & Power Train oraz Jan Gałach w hołdzie grupie Krzak. Mnóstwo cudownych dźwięków dla każdego. Na mnie największe wrażenie zrobiły trzy kapele, grające w sobotę, czyli Danny Boy Experience, Wes Gałczyński & Power Train oraz Jan Gałach z zespołem. Z pierwszym bandem spotkałem się przy okazji minionego festiwalu w Gdyni i widziałem czego mogę się spodziewać. Bliskie mi standardy zagrane w znakomity sposób, pełne żywiołu i improwizacji. Usłyszeć m.in. Boogie Chillen czy Catfish Blues w tak ciekawych aranżach, to sama przyjemność. W bardzo pozytywny sposób zaskoczył mnie Wes Gałczyński wraz ze swoim bandem. Nie miałem wcześniej okazji obcować z ich twórczością na żywo, ale to co działo się na scenie Lesniczówki, wprawiło mnie w osłupienie. Dawno już nie słyszałem tak mocarnego koncertu bluesowego. Ale czy na pewno bluesowego? Puryści zaraz powiedzą, że to już nie był blues, tylko rock. A moim zdaniem był to blues w najczystszej postaci, tylko w cięższej i bardziej „mięsistej” formie. Nazwałbym to prędzej hard bluesem niż rockiem. Gra slidem jeszcze bardziej wyciągała tą „bluesowość” na wierzch. Kapitalne to było.

Osobny akapit poświęcę za to koncertowi Jana Gałacha. Nie ukrywam, że to właśnie na ten występ czekałem najmocniej. Mało kto w tym kraju gra muzykę, która jest tak bliska mojemu sercu. Jasiu znajduję się w tym nielicznym gronie i każdy jego koncert jest dla mnie wielkim przeżyciem. Do tego zaprasza do swojego bandu znakomitych muzyków, którzy potrafią zrobić z dźwiękami rzeczy niesłychane. W tym roku w towarzystwie Gałacha pojawili się Paweł „Muzzy” Mikosz, Max Ziobro i Tomek Łabaj. Kapitalni muzycy w odpowiednim miejscu. Tym razem wzięli na warsztat twórczość legendarnej polskiej grupy Krzak. Jestem dużym fanem ich muzyki, więc tym bardziej czekałem na ten wieczór. Chłopaki rozłożyli mnie na łopatki. Chłonąłem tę muzykę każdym fragmentem mojego ciała. Każdy zagrany przez nich dźwięk sprawiał mi nieopisaną radość. Ten koncert mógłby trwać nawet i pięć godzin, a ja nawet na sekundę nie odszedłbym spod sceny. Bajka. Dla takich chwil warto żyć.

Blues w Leśniczówce to magiczny festiwal. Miejsce dla ludzi, którzy chcą wyrwać się z zatłoczonych miast i na łonie natury posłuchać muzyki na najwyższym poziomie. Dla ludzi, którzy mają dość wszechobecnej tandety, która niektórzy śmią nazywać muzyką. Cieszy mnie ogromnie, że są jeszcze takie miejsca na ukochanych przeze mnie Kaszubach. Dzięki Krzysztofowi i reszcie organizatorskiej paczki, wszyscy fani bluesa, którzy choć raz odwiedzili ten festiwal, zakochali się w tym regionie bez pamięci. Obyśmy spotkali się wszyscy ponownie w przyszłym roku!


Zdjęcia z festiwalu autorstwa Krzysztofa Zakrzewskiego znajdziecie tutaj.

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.