Cuda z Lasu

Turkuaz

Od tygodni nie mogę oderwać się od słuchania amerykańskich jam bandów. Często miewam muzycznie sprecyzowane „fazy”, które swoje trwają, lecz to, co dzieje się teraz, zaczyna mnie niepokoić. Piszę to oczywiście z przekąsem, gdyż takich dźwięków nie da się przedawkować, ale czas trwania obecnego zauroczenia zadziwia nawet mnie. Wszystko zaczęło się od poznania dwóch kapel: Tauk i Turkuaz. O Tauk możecie już poczytać na tym blogu, więc teraz zajmiemy się tą drugą.

Na moje zachwyty Turkuaz musiał trochę poczekać. Byłem wówczas bardziej zainteresowany instrumentalnym graniem, więc w moim odtwarzaczu częściej pojawiał się zespół Tauk. Zmieniło się to podczas urlopu na jachcie, gdzie to właśnie Turkuaz był częściej słuchany. Miałem wyłącznie krążek koncertowy 040717, więc odtworzyłem go wielokrotnie. Zakochałem się w tym zespole bez pamięci. Dziewięcioosobowa ekipa, którą garściami wyciąga to, co najlepsze w rocku, funku czy r&b. Do tego psychodeliczne brzmienie i ten wspaniały groove, który sprawia, że ciężko usiedzieć w miejscu. Wszystko to podane w jambandowej formie, więc oprócz wokalu i chórku, są tu również bardzo rozwinięte partie instrumentalne. Właśnie to tygryski lubią najbardziej.

Kapela Turkuaz powstała w Nowym Jorku w dzielnicy Brooklyn. Ich muzyka pojawiła się na rynku w 2011 roku, kiedy wydali swój debiutancki krążek. Ja zacząłem od tegorocznej „koncertówki”. Dawno nie słyszałem tak genialnie brzmiącej orkiestry. Z jednej strony jest taki groove, że ma się ochotę tańczyć, a z drugiej niesamowicie „jarające” partie gitar, klawiszy i sekcji dętej, które sprawiają, że momentalnie zapadamy w trans. Coś pięknego. Taki sam poziom muzycznej „jazdy” na naszym podwórku prezentowała szczecińska formacja Big Fat Mama. Turkuaz pociągnął to jeszcze dalej, dodając sekcję dętą i chórek.

Wciąż planuję zapoznać się z albumami z początku ich twórczości, więc nie wiem jeszcze jak brzmią w wersji studyjnej. Mam z tym mały dylemat. Zrobili na mnie ogromne wrażenie swoim krążkiem live i licznymi koncertami na YouTube, więc boję się, że studyjnie mnie rozczarują. Wiem, dość dziwny problem, ale już tak mam. Może odważę się to zrobić przy okazji kolejnego wydawnictwa? Kto wie. W tej chwili mogę w całego serca polecić ich muzykę w wersji live. Słucham 040717 nieprzerwanie od co najmniej tygodnia i wciąż nie mogę się oderwać. Myślę, że o czymś to świadczy.


Skład zespołu:

Dave Brandwein – gitara, wokal
Taylor Shell – bas
Craig Brodhead – gitara, klawisze
Michelangelo Carubba – perkusja
Chris Brouwers – trąbka, klawisze
Greg Sanderson – saksofon
Josh Schwartz – saksofon, wokal
Sammi Garett – wokal
Shira Elias – wokal



O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.