Tauk – Brzoza Muzyczna
Cuda z Lasu

Tauk

Moje najnowsze muzyczne odkrycie kryje się pod tajemniczo brzmiącą nazwą Tauk. Trafiłem na ich twórczość zupełnie przypadkiem, ale z miejsca przypadli mi do gustu. Po dłuższej chwili oszalałem na punkcie ich dźwięków. Jambandowe, instrumentalne granie, które wciąga bez reszty.

Zespół Tauk tworzy czterech muzyków z Nowego Jorku: Matt Jalbert (gitara), Charlie Dolan (bas), Alric Carter (klawisze) oraz Isaac Teel (perkusja). Matt, Charlie i Alric poznali się na Long Island, gdzie dorastali i później również grali wspólnie na jamach w klubach. Początkowo w kapeli śpiewał Alessandro Zanelli, który jednak szybko odszedł z grupy i od tej pory grali wyłącznie instrumentalnie. W 2012 roku dołączył do nich Isaac i w ten sposób uformował się obecny skład zespołu. Rok później wydali swój pierwszy pełnoprawny studyjny album, zatytułowany Homunculus. Wcześniej nagrali dwa mini albumy, lecz nie trafiły one do szerokiej dystrybucji. Ich dyskografia zamyka się na czterech albumach, w tym jednym koncertowym. Najnowsze dzieło ujrzy światło dzienne 28 września.

Trochę suchych faktów na początek, teraz czas na muzykę którą tworzą. W momencie kiedy nasze drogi się zeszły, byłem na rozdrożu moich muzycznych pragnień. Miałem już dość krótkich numerów z wokalem, przejadł mi się blues czy rock, byłem spragniony dźwięków, lecz nic nie sprawiało mi prawdziwej radości. Myślę, że również Wam zdarzają się takie momenty w życiu, więc mnie zrozumiecie. Podświadomie czułem, że czas wrócić do fusion, czegoś bardziej instrumentalnego. Początkowo padło na dźwięki Return to Forever, później Nucleus i Passport, a w końcu też na nasze rodzime Laboratorium. Najwyższa półka, ale wciąż czegoś mi brakowało, tego jednego niesprecyzowanego detalu, który idealnie wkomponowałby się w mój ówczesny nastrój. Przy okazji którejś tam z kolei wymiany muzycznych znalezisk pomiędzy przyjaciółmi (które również są znakomite, lecz jeszcze przyjdzie na nie pora), natknąłem się przypadkowo na zespół Tauk. Tytuł filmu (tak, wydarzyło się to na portalu YouTube. Poniżej artykułu znajdziecie ten film.) zawierał 2,5 h live set, co natychmiastowo wywołało u mnie zainteresowanie. Po pierwszych dziesięciu minutach, wiedziałem, że wysłucham tego koncertu do końca. Moje „muzyczne kubki smakowe” zwariowały! Długie, rozbudowane, a do tego w pełni instrumentalne granie, które angażuje w stu procentach. Kapitalna mieszanka rocka progresywnego, jazzu i tej „kosmicznej psychodelii”. Perkusja wraz z basem tworzą mocno rockowe tło. Klawisze nadają całości bardzo silnego klimatu fusion. Wszystko to „ciągnie za sobą” bardzo progresywnie brzmiąca gitara. Jej dźwięki raz są łagodne i bardzo hipnotyzujące, innym razem intensywne, wręcz przytłaczające. Ta mieszanka sprawia, że jest to niesamowicie przyjemne dla ucha. Jeśli lubicie słuchać muzyki, a nie tylko koło niej przebywać, to gwarantuję Wam, że się od kapeli Tauk nie oderwiecie. Słyszalny jest każdy pojedynczy dźwięk. Każda sekunda ich utworów intryguje i wielokrotnie zapętlałem pojedynczy utwór, aby poczuć każde przejście, zmianę rytmu, moment wejścia konkretnego instrumentu. Za każdym razem odkrywam kolejny detal, którego wcześniej nie zanotowałem. Bajka po prostu.

Jak wspomniałem na wstępnie, kapela Tauk wydała trzy płyty studyjne i jeden krążek koncertowy. Jak na pewno się domyślacie, płyta live jest najlepsza. Oczywiście w moim odczuciu, gdyż to od niej zaczynałem moją przygodę z zespołem. Zawsze uważałem, że prawdziwe oblicze każdego bandu, poznaje się na koncertach. Brak tam jakichkolwiek zabiegów kosmetycznych, które można przeprowadzić w studiu. Jest tylko scena, muzycy i ich umiejętności. Muzycy z Tauk o tym wiedzą i kiedy wybrzmiał ostatni dźwięk z koncertówki Headroom, byłem wciśnięty w fotel. Magia, która wyzwala się z tego krążka, jest nie do opisania. Słucham go nonstop od kilku dni i wciąż mi mało. Nawet teraz, w momencie pisania tego tekstu, słucham tej płyty i co jakiś czas uśmiecham się do siebie. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu dla tej muzyki. Możliwe, że przesadzam i piszę tak wyłącznie w chwili zachwytu i nie wszystkim Wam spodoba się taki rodzaj dźwięków, ale dajcie im proszę szanse. Kto wie, może wkręcicie się tak mocno jak ja.



O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.