The Shadow Lizzards – The Shadow Lizzards – Brzoza Muzyczna
Recenzje

The Shadow Lizzards – The Shadow Lizzards

Kolejny album, który udowadnia, że klimat muzyki rockowej lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku nigdy nie wygaśnie. Serce rośnie jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że jest to studyjny debiut stosunkowo młodej kapeli.

The Shadow Lizzards to band, który tworzą Jochen Leistner (wokal, organy, bas), Oliver Pfeiffer (perkusja) oraz Simon Schnellinger (gitara). Pochodzą z Nürnberg w Niemczech. Trzeba się trochę namęczyć, aby znaleźć jakiekolwiek informacje na ich temat, a ich stronę na facebook’u obserwuje niecały tysiąc osób. Wciąż są mało znani, ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni. Ich debiutancki album, zatytułowany po prostu The Shadow Lizzards, zrobił na mnie ogromne wrażenie już przy pierwszym kontakcie. W dzisiejszych czasach, wypełnionych mainstream’ową papką, taka perełka jest na wagę złota.

Już pierwsze dźwięki na krążku zdradzają, że czeka nas przygoda z muzyką przez duże „M”. Otwierający numer Power On to wizytówka albumu, która zdradza z czym mamy do czynienia. Potężne brzmienie gitary, górujące nad wszystkim organy i powalająca perkusja. Klimat wyjęty prosto z lat siedemdziesiątych. Kapitalne! Esencja rocka. Po chwili, płynnie przechodzimy do Rip Me Off, gdzie ani na moment zespół nie zwalnia tempa. Tym razem klawisze ustępują gitarze basowej, dzięki czemu tworzy się bardzo hard rockowa atmosfera. Surowo brzmiące instrumenty nadają całości niepowtarzalnego uroku. W Warzone przychodzi czas na spokojniejsze granie, które otula nas swoim psychodelicznym brzmieniem. Zwłaszcza w momencie, kiedy dźwięki wydobywające się ze strun gitary, mkną niczym zaczarowane.

Nie ukrywam, że jestem wielkim maniakiem klawiszy, zwłaszcza w rocku i bluesie. Nic nie nadaje takiej głębi i wartości dodanej, jak właśnie klawisze, a w szczególności organy. Zawsze kiedy je słyszę, to się „rozpływam”. Od utworu Rarity, organy ponownie grają pierwsze skrzypce. I tu zaczyna się dla mnie jazda bez trzymanki. Niczego bardziej nie wielbię w muzyce, jak wspólne brzmienie gitary i klawiszy. Przy tym można się po prostu zatracić. Go Down to na razie mój ulubiony numer z albumu. Bardzo klimatyczne granie z rewelacyjnym wokalem i leniwie rozpędzającą się gitarą. Mam wrażenie, że słuchając tego numeru, otulony delikatnym brzmieniem klawiszy, wznoszę się coraz wyżej, a jedynie perkusja trzyma mnie twardo na ziemi. Cudowne uczucie. Na krążku nie ma ani jednego słabego utworu. Każdy jest pełen energii, nie ważne, czy jest szybki czy wolny. Instrumentalna jazda bez trzymanki, pełna miodnego klimatu.

Głos wokalisty jest bardzo interesujący i czasem przypomina mi Jima Morrisona. Nie często, lecz jest to bardzo miły smaczek. Jochen ma bardzo ciekawą barwę głosu i idealnie pasuje do stylu, w którym grają. A to też jest ważne, gdyż często mierny wokal odbiera mi przyjemność słuchania kapel, które instrumentalnie są fantastyczne. To o czym piszę, dobrze słychać w Breathtaker.

W twórczości The Shadow Lizzards można wyczuć wiele muzycznych duchów z przeszłości. Słychać, że zespół wychował się na dźwiękach Led Zeppelin (utwór Overhaul na przykład), Jimi Hendrix Experience, The Doors i wielu innych. Pomimo to, udało im się stworzyć swój własny styl grania, który garściami czerpie ze wzorców przeszłości, lecz zarazem jest oryginalny. Do tego pochodzą z Niemiec, więc grając taką muzykę, na pewno czerpią inspiracje również z dokonań ich rodzimej sceny krautrocka, którą tak bardzo kocham.

Jest to jeden z najlepszych debiutów, które miałem przyjemność usłyszeć w ostatnich latach. Cieszę się jak małe dziecko, kiedy poznaje młode zespoły, które obracają się w takiej stylistyce. Liczę, że już niedługo zyskają większa sławę i zaczną koncertować również w naszym pięknym kraju. W końcu mamy tyle wspaniałych festiwali około bluesowych, gdzie mogli by zaprezentować swoją twórczość. Do tego czasu polecam zapoznać się z ich albumem na Spotify. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.


Skład zespołu:

Jochen Leistner – wokal, organy, bas
Oliver Pfeiffer – perkusja
Simon Schnellinger – gitara



O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.