Relacje

Harmonijkowy Atak – Gdynia (18.01.18)

Na koncert Harmonijkowego Ataku czekałem z wypiekami na twarzy. Cztery lata minęły od mojego ostatniego spotkania z tą formacją, więc oczekiwania były dość duże. I wiecie co? Dawno nie słyszałem takiej ilości miodu, wylewającego się ze sceny.

Wiedziałem o trasie koncertowej od dłuższego czasu. Wszystko wpisane w kalendarz, urlop na dzień po koncercie załatwiony, znajomi poumawiani. Gra muzyka. A tu nagle, dwa dni przed koncertem, dowiaduje się, że nie ma już biletów, a o miejscu przy stoliku można tylko pomarzyć. Okazało się, że czteroletnia rozłąka z muzyką Harmonijkowego Ataku nie przysłużyła się nikomu, więc wszyscy tłumnie walą na koncerty. Jako, że ostatnio chodzę na nie z doskoku i rezerwuję miejscówki tuż przed wydarzeniem, to doznałem lekkiego szoku. Oczywiście dobrze świadczy to o klasie kapeli, ale nie ukrywam, nie było mi to na rękę. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i mogłem rozkoszować się dźwiękami, które wypełniły gdyński Blues Club.

Dawno nie widziałem tyle osób na jednym koncercie w Blues Clubie. Było więc tłoczno, ale jednocześnie miło, że kapela ma tak liczne grono sympatyków. Ale nie ma co się dziwić, w końcu formacja składa się wyłącznie z zawodowców z najwyższej ligi. W ataku czterech znakomitych harmonijkarzy polskiej sceny bluesowej, czyli Tomasz Kamiński, Michał Kielak, Bartosz Łęczycki i Łukasz Wiśniewski. Każdy ma swój niepowtarzalny styl i klimat grania, ale dopiero jak zbiorą się wspólnie na jednej scenie, to grają, aż buty spadają. Kapitalna sprawa. Nigdzie nie ma takiej harmonijkowej petardy. Mógłbym chodzić na ich występy, co najmniej raz w tygodniu. A to dopiero połowa składu. W całym tym przedsięwzięciu uzupełniają ich wspaniali muzycy. Jacek Jaguś, Piotr Grząślewicz, Andrzej Strgraczyński i Adam Partyka odwalają kawał dobrej roboty na tyłach, dzięki czemu wszystko brzmi tak miodnie. Pomimo czteroletniej przerwy, którą zaserwował nam zespół, wiedziałem, że mogę spodziewać się bardzo dobrego grania. W końcu widuję tych muzyków dość często, tylko w różnych składach. Wierzyłem, że będzie rozpierducha i się nie zawiodłem.

Drugi set to już była jazda bez trzymanki. Od razu można było zauważyć, że Jacek Jaguś wyszedł na scenę, z jeszcze większą chęcią do gry. Koncert w pewnym momencie zmienił się w jam session. Higher And Higher przerodził się w kilkunastominutowy utwór, podczas którego „gadanie” gitar Jacka i Piotra zrobiło się potężniejsze i bardziej soczyste. Momentalnie można wyczuć, czy muzyk z grania czerpie radochę, czy tylko „odwala kolejną sztukę”. Patrzyłem na scenę i widziałem paczkę najlepszych kumpli, którzy po prostu „jarają się” swoim towarzystwem i grają co im serducho podpowie. I ja, gdzieś tam daleko pod barem, „jarałem się” wspólnie z nimi, że mogę tego słuchać. Dla takich odczuć warto ruszyć tyłek z domu.

Był to cudowny wieczór, który zapamiętam na długo. Lepszego prezentu urodzinowego nie mogłem sobie wymarzyć. Liczę, że na kolejną trasę koncertową Harmonijkowego Ataku, nie będziemy musieli czekać kolejnych czterech lat. Wystarczy, że reszta zespołu weźmie przykład z Michała Kielaka, który jest mistrzem świata w znajdowaniu czasu na granie koncertów. A my, publiczność, będziemy mogli rozkoszować się taką muzą częściej.

Galeria (fot. Anna Rogińska)

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.