Relacje

Siena Root – Gdańsk (09.03.17)

„Jeśli przyjąć, że blues jest niebieski, a hard rock czarny, to nasza muzyka jest koloru siena. Jest to ciepły kolor, jak barwa błotnistych korzeni ziemi, a że korzenie naszego brzmienia sięgają głęboko, naturalnym było, aby i korzeń znalazł się w nazwie zespołu” – tak pisze o sobie szwedzki zespół Siena Root. I wiecie co? Piszą prawdę!

W ciągu ostatniego tygodnia miałem okazję być na koncertach dwóch kapel, grających hard rocka z dużą dawką progresji i psychodelii. Wczorajszym Sieny Root w klubie Protokultura oraz na Blues Pills, którzy zajmowali przestrzeń klubu B90. Oba te miejsca położone są blisko siebie na terenie byłej Stoczni Gdańskiej, co jeszcze bardziej podkręca atmosferę takiego grania. Znając więc klimaty szwedzkiego rocka, wybrałem się chętnie na oba wydarzenia. Blues Pills grali 3 marca i do tej pory nie napisałem żadnej relacji. Czemu? Po prostu nie było o czym pisać. Zawiedli mnie po całości. Dużo się w ich muzyce zmieniło od czasu wydania pierwszego krążka, którym byłem mocno zauroczony. Teraz to tylko jedna wielka ściana dźwięku, która jest dla mnie mało interesująca. Ostatnią nadzieją tego koncertowego tygodnia był więc występ Siena Root.

Jak wypadli muzycy ze Sztokholmu? Fantastycznie! Nie będę ukrywał, że idąc na ich występ byłem nastawiony sceptycznie. Słuchałem ich płyt wielokrotnie, ale przez brak obcowania z dźwiękami na żywo, wciąż pozostawała jedna, dość spora niewiadoma. Szwedzi mają w swoim dorobku album koncertowy, który jest wspaniały, lecz biorąc pod uwagę liczne zmiany w składzie na przestrzeni kilku ostatnich lat, wciąż miałem obawy co do ich występu. Nie zniósłbym tylu rozczarowań w ciągu jednego tygodnia. Pierwsze dźwięki szybko rozwiały moje wątpliwości. Po kilku chwilach przeniosłem się do miejsca niczym z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Miejsca pełnego dźwięków przeszłości, które kąsały moje muzyczne zmysły. Doniosłe brzmienie klawiszy, które jakby zaczarowane, wypełniało salę psychodelicznym dymem, przez który dzielnie przebijały się progresywne riffy gitary. Podłoga wibrowała w rytm potężnej, hard rockowej perkusji i basu. Istne szaleństwo! Wystarczyło, że zamknę oczy i czułem się jak w londyńskim Marquee Club z czasów, kiedy na scenie pojawiali się King Crimson, Pink Floyd, Uriah Heep, Ten Years After czy The Who. Siena Root sprawili, że odleciałem po całości. Jambandowe granie pod postacią mieszanki hard rocka, progresji i psychodelii. Kosmos!

Szkoda, że tak mało osób postanowiło przywitać Siena Root w Polsce. Był to pierwszy koncert w naszym kraju i nie wyglądało to za dobrze. Zdaję sobie sprawę, że są mało znani, a może i wręcz wcale, wśród szerszej publiczności, ale nie uwierzę, że w całym Trójmieście nie ma więcej fanów takiego grania. Jakby wystąpili na przykład w takim Blues Clubie, do którego ludzie chodzą często „na ślepo”, to za pewne klub wypełnił się po brzegi. Tak się jednak nie stało i tylko garstka zapaleńców pojawiła się we wnętrzach Protokultury. Niska frekwencja spowodowana była też sporą obsuwą, gdyż przed Szwedami występowały zespoły z Polski. O nich nie będę pisał, gdyż widziałem tylko jeden z nich i nic ciekawego sobą nie prezentował. Muzycy ze Sztokholmu grali więc o dwudziestej drugiej w czwartek, co nigdy nie przekłada się na tłumy. Pomimo tego, wszyscy Ci, którzy zostali do końca, byli wniebowzięci. Łącznie ze mną. Myślę, że ten entuzjazm udzielił się też kapeli i kolejne koncerty w Warszawie i Chorzowie będą jeszcze bardziej intensywne.

Ten zespół trzeba koniecznie usłyszeć na żywo. Sam Riffer, Love Forsberg, Erik Petersson, Samuel Björö i Matte Gustavsson to muzycy, którzy potrafią bawić się dźwiękami. Są w tym cholernie dobrzy i sceniczne improwizacje wychodzą im znakomicie. Stara szkoła grania. Wszyscy wielbiciele esencji muzyki rockowej powinni wybrać się na koncert Siena Root. Obowiązkowo!

GALERIA (fot. Tomasz Wilary)

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.