Recenzje

Hard Times – Siedem

Hard Times to zespół, który umie zaskakiwać. Śledzę ich karierę od 2009 roku, w którym to światło dzienne ujrzał debiutancki krążek Hard Times. Tekst, który czytacie, jest recenzją trzeciego i zarazem najnowszego albumu formacji z Krakowa. I ponownie jestem zdezorientowany. Jest inaczej, ale wciąż świetnie.

Bardzo dobrze znam muzyków, którzy tworzą Hard Times – z płyt, licznych koncertów i festiwali. Widziałem ich w wielu różnych składach i wiem w jakich dźwiękach odnajdują się najchętniej. A co najważniejsze, wiem do czego są zdolni artystycznie. A jest to półka najwyższa. Łukasz Wiśniewski to znakomity wokalista, a jednocześnie rewelacyjny harmonijkarz, który na polskiej scenie bluesa należy do ścisłego grona najlepszych. Piotr Grząślewicz od dawna potwierdza, że gitarzystą jest świetnym i znakomicie potrafi odnaleźć się w każdym rodzaju muzyki, jednocześnie dodając odrobinę swojej niepowtarzalnej magii, która wciąż mnie pozytywnie zaskakuje. Trio uzupełnia Marcin Hilarowicz, który swoim doświadczeniem we flamenco, wprowadza świeżość i energię, która jest tak słyszalna na albumach zespołu. Wszystkie te talenty łączą się, aby każdy krążek Hard Times był inny, ale na swój sposób znakomity. Tak jest również z płytą Siedem.

Ciężko mi zdefiniować gatunek muzyczny tego albumu. Fani szufladkowania będą zawiedzeni, gdyż jest tu obecnych wiele dźwięków z różnych muzycznych rejonów. Pierwszy krążek Hard Times był stricte bluesowy. Drugi album Trio już bardziej „wędrował” w klimaty piosenki artystycznej, ale wciąż dało się odnaleźć w muzyce elementy znane z pierwszego. Trzecia płyta Siedem jest już zupełnie inna. Bardziej dojrzała. Bluesa tu mało, jest słyszalny głównie w warsztacie muzyków, którzy na tym gatunku zjedli zęby. Tym razem mamy do czynienia z kapitalnym przykładem „podrasowania” piosenki artystycznej, w której tekst jest równie ważny co sfera muzyczna. Ja nazywam to „piosenką z jajem”, która potrafi dotknąć wszystkich zmysłów odbiorcy. Po kilku sesjach z krążkiem nadal można usłyszeć coś nowego, co za pierwszym razem umknęło. Cieszy mnie to wielce, ponieważ osobiście najbardziej cenię sobie warstwę instrumentalną i to właśnie ona, w głównej mierze, jest dla mnie wyznacznikiem jakości płyty. Często jest to zaniedbywane, zwłaszcza na albumach, które ukierunkowane są głównie na wartość liryczną. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób przymyka na to oko, lecz w moim przypadku nawet najwspanialszy wokal nie uratuje słabo zagranej całości. Dlatego też, nieważne jakiego rodzaju dźwięki zaserwuje nam Hard Times, zawsze mogę mieć pewność, że muzycznie będzie znakomicie.

Album otwiera przepiękny numer Szanta o tonącej głowie, który już pierwszymi dźwiękami zapowiada wysoką jakość albumu. Ukulele i gitara akustyczna, w łagodny lecz zmysłowy sposób, zabierają nas w przepiękną muzyczną przygodę. Przygodę, podczas której natkniemy się na wiele instrumentów, które tworzą tą urokliwą atmosferę. Harmonijka, cajon, gitara gypsy, buzuki irlandzkie – to tylko niewielka ich część wykorzystana na tym albumie. Trzeba też dodać do tej listy wokal Łukasza, który swoim głosem nadaje całości niepowtarzalnego charakteru, który sprawia, że ta płyta tak mocno do siebie przyciąga. Każdy numer zagrany jest inaczej, lecz każdy ma w sobie to coś. Niektóre kawałki są spokojne, refleksyjne, delikatnie grają na naszych zmysłach. Inne są szybkie, intensywne, sprawiają, że nasza muzyczna wyobraźnia chodzi na najwyższych obrotach. Nie sposób się tu nudzić.

Już dawno nie słyszałem tak dobrej akustycznej płyty. Płyty, która potrafi połechtać wszystkie nasze bodźce w tak emocjonalny i osobisty sposób. Pomimo, że jest to płyta zupełnie inna, niż debiut z 2009 roku, to w moim odczuciu jest tą najciekawszą, jaką znaleźć możemy w dotychczasowym dorobku zespołu Hard Times. Liczę, że przy okazji kolejnego wydawnictwa, będę tak samo mile zdezorientowany.

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.