Wywiady

Gerry Jablonski And The Electric Band

W kwietniu ukaże się najnowszy studyjny album szkocko-polskiego zespołu Gerry Jablonski And The Electric Band. Z tej okazji muzycy ponownie odwiedzą nasz kraj już na wiosnę.

Przyjeżdżacie do Polski po raz szósty. Tym razem jednak w zmienionym składzie.

Gerry Jablonski: Zgadza się, zmienił się skład zespołu. Mamy nowego perkusistę, który dołączył do nas po śmierci przyjaciela Dave’a Innesa. Gra teraz z nami Lewis Fraser. Pomaga nam w dalszym kształtowaniu brzmienia. Wciąż jednak jesteśmy tym samym zespołem, jakim byliśmy w przeszłości. Obecna jest wśród nas ta sama energia i mamy identyczne podejście do tworzonej przez nas muzyki.

Jak Ci mija pierwszy rok w zespole Lewis?

Lewis Fraser: Jest wspaniale. Jednym z moich pierwszych koncertów był ten w Przeworsku w czerwcu ubiegłego roku. Od tamtej pory nie mogłem doczekać się wejścia do studia i rozpoczęcia nagrywania nowego materiału. Po jakimś czasie Gerry przyszedł do nas z nowymi utworami i rozpoczęliśmy nad nimi pracować. Kilka z nich zaprezentowaliśmy podczas naszej jesiennej trasy w Polsce. Był to dla mnie świetny początek nowej przygody w moim życiu. Poznałem atmosferę panującą w grupie i upodobniłem się do reszty chłopaków, więc teraz jestem tak samo szalony jak oni (śmiech). Była to dla mnie wspaniała lekcja i cieszę się, że wciąż mogę się uczyć.

Bierzesz czynny udział w tworzeniu materiału?

Lewis: Wydaję mi się, że tak. Gerry zawsze przychodzi do nas z nowym pomysłem, ogrywamy to i każdy z nas dorzuca swoje pomysły. Ja na przykład piszę partie na bębnach, aby te najlepiej brzmiały z całością.

Grigor Leslie: Jest to bardziej skomplikowane. Każdy z nas jest pełen pomysłów, które wpływają na finalny kształt utworów. Metoda pozostaje ta sama, co dawniej. Gerry wymyśla kręgosłup piosenki, tekst, główne akordy, a my staramy się to obudować, by brzmiało interesująco. Wszystko jest przeprowadzane bardzo demokratycznie. I to działa. Dlatego jest też przy tym świetna zabawa. Gdyby Gerry przychodził i mówił „masz grać tak i tak”, to bylibyśmy bez pracy. Gerry na szczęście taki nie jest (śmiech).

Lewis: Rozmawiałem ostatnio z Gerrym o tworzeniu muzyki i powiedział mi, że zawsze stara się pisać utwory z myślą o każdym z nas z osobna. Zawsze ma w głowie pewien pomysł, który określa, w jaki sposób będziemy coś grać – to, co by mu się najbardziej podobało. Ale zawsze pozostawia nam dużą swobodę. Jak to finalnie zabrzmi, zależy tylko i wyłącznie od nas wszystkich. Gerry jest mądrzejszy niż mogłoby się wydawać (śmiech).

Jak przebiegała praca nad najnowszym wydawnictwem i czego możemy się spodziewać?

Gerry: Napisaliśmy cały materiał jeszcze w zeszłym roku, więc wszystkie utwory były przygotowane. Po ostatniej trasie koncertowej w Polsce wróciliśmy do kraju i weszliśmy do studia. Tym razem skorzystaliśmy z usług nowego, zwanego The Mill. Jest to piękne i ciche miejsce na wsi. Można tam uzyskać wspaniałe brzmienie. Prowadzi je mój przyjaciel Niall Mathewson, który jest również producentem płyty. Zna się na tej robocie jak nikt inny. Jest gitarzystą fantastycznej progresywno-rockowej kapeli z Aberdeen, zwanej Pallas. Ojciec Lewisa gra tam na bębnach, więc wszystko zostaje w rodzinie (śmiech).

Piotr Narojczyk: Najnowszym albumem powrócimy do naszych korzeni. Będzie bluesowo, ale będzie to nasza osobista interpretacja tego stylu. Pomimo zmian, wciąż jesteśmy tym samym zespołem, więc finalny wydźwięk materiału na pewno będzie ciekawy. Delikatnie różni się on od tego, co znalazło się na ostatnim krążku. Na pewno będzie cięższy. Nagrywamy w nowym studiu, więc liczymy na lepsze brzmienie, a co za tym idzie, lepszy produkt końcowy. Album nosi nazwę „Trouble With The Blues” i znajdzie się na nim dziesięć utworów. Graliśmy tytułowy utwór podczas ostatniej trasy w Polsce. Ma silne brzmienie i niejednoznaczny przekaz, więc zgodziliśmy się, że jest to dobra nazwa dla płyty. Mamy nadzieję, że naszym fanom się spodoba i pojawią się wiosną na naszych koncertach.

Kiedy będzie można posłuchać albumu i gdzie będzie można was zobaczyć?

Gerry: W kwietniu. O trasie nic nie wiem, musisz pytać Piotra. To on jest szefem i gwiazdą. On wie wszystko. Ja tylko gram na gitarze, śpiewam, piszę piosenki i robię to wszystko najlepiej jak potrafię. Nie wiem gdzie gram, nie wiem gdzie to jest, ale wiem, że tam będę, bo Piotrek o to zadba (śmiech).

Piotr: Będziemy na pewno koncertować w Niemczech, Szwajcarii, Polsce i możliwe, że odwiedzimy też Czechy i Węgry. W Polsce będziemy około dziesięciu dni. Odwiedzimy takie festiwale jak Las, Woda i Blues w Radzyniu, Bluestracje w Chorzowie, będziemy gościć w Polskim Radiu Rzeszów i może uda nam się nagrać tam płytę live. Oprócz tego zagramy w wielu innych miastach, takich jak Gdynia, Chorzów, Poznań, Kielce czy Rzeszów.

Tworzycie wspólnie już wiele lat. Pamiętacie Wasze pierwsze spotkanie?

Piotr: Jak już zadomowiłem się w Szkocji, to zacząłem pogrywać na harmonijce w różnych klubach. Byłem tam nowy, więc wszyscy pytali się mnie skąd pochodzę. Kiedy już oznajmiłem, że z Polski, kazali mi zagrać z osobą o nazwisku Jablonski, gdyż wiedzieli o jego polskim pochodzeniu. Zgodziłem się, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. Pewnego dnia pojawiłem się tam ponownie, zamówiłem piwo, usiadłem na końcu sali i czekałem na swoją kolej, aby wejść na scenę. Kilka osób grało na gitarach akustycznych i innych instrumentach. Kiedy skończyli, na scenę wszedł niewysoki człowiek, złapał za stojak do nut, którego używali poprzedni muzycy, i w nonszalancki sposób udał, że go wyrzuca. Przypadek chciał, że górna cześć odleciała. Przeleciała całą salę i wylądowała na mojej szklance, pokrywając mnie całego w szkle i w piwie (śmiech). Podszedł do mnie „niedoszły zabójca” i przedstawił się, jako Gerry Jablonski. Pomyślałem sobie – no to się znaleźliśmy (śmiech). Później zagrał. Od tego momentu bardzo chciałem z nim wystąpić. Po tym incydencie nie widzieliśmy się, aż do czasu, kiedy zostałem mu powtórnie przedstawiony przez Dave’a Innesa w tym samym klubie, tylko, że dwa lata później. Uśmiechnęliśmy się wzajemnie i Gerry zaprosił mnie do grania. W drodze na scenę złapaliśmy Grigora, który był tam zupełnie przypadkowo. Zaiskrzyło od pierwszych wydanych dźwięków i nie zeszliśmy ze sceny przez kolejne czterdzieści pięć minut. Pięć miesięcy później wydaliśmy pierwszy album.

Gerry: A ja wciąż jestem mu winny piwo (śmiech)!

Od tamtego momentu już kilkukrotnie odwiedzaliście Polskę i inne kraje Europy. Jak radzicie sobie na Wyspach Brytyjskich?

Grigor: Ostatnio trochę zaniedbaliśmy Anglię, gdyż więcej jeździmy na trasy poza Wyspy. Na co dzień gramy głownie w Szkocji, ale niedługo planujemy znów odwiedzić Anglię i zagrać tam kilka koncertów i festiwali. W innych krajach kontynentu jest sympatyczniej niż w Anglii (śmiech).

Gerry: Wciąż potrzebujemy brytyjskiego czynnika. W Wielkiej Brytanii istnieje ogromna scena muzyczna, prasa branżowa, a to zawsze jest przydatne zespołowi.

Piotr: Mamy plany, aby wzmocnić nasz PR w brytyjskiej prasie, podobnie jak w niemieckiej czy polskiej. Pomoże nam to zwiększyć bazę fanów zespołu, co podniesie poprzeczkę dla naszej twórczości, dla nas samych. Ta płyta jest, w pewnym sensie, świeżym startem. Jakby nie patrzeć, jesteśmy na swój sposób nowym zespołem. Brzmimy trochę inaczej, chociaż w mojej opinii lepiej. Nagrywamy nowy album, w nowym studiu, z nowym perkusistą. Trzy poprzednie płyty nagrywane były gdzie indziej, obecny już nowym miejscu, co tworzy dla nas dużo nowych możliwości i chcemy to wszystko wykorzystać jak najlepiej. To będzie dla nas przełomowa płyta.

Życzę Wam samych sukcesów i do zobaczenia w kwietniu!

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.