Wywiady

The Red Phone

Holenderski zespół The Red Phone odwiedził ponownie nasz kraj. Przed czwartkowym (04.10.2012) koncertem w Blues Clubie w Gdyni miałem możliwość porozmawiania z chłopakami z kapeli. Przypomnę, że The Red Phone koncertuje w Polsce dzięki Agencji Koncertowej „Bluesfactory”.

Witajcie ponownie w naszym kraju. Wszyscy pamiętają Was z występu na Gdynia Blues Festival 2012. Jak się Wam tu podoba?

Sean Walsh: Witaj! Jest naprawdę wspaniale. Ludzie są bardzo sympatyczni, atmosfera jest świetna i pogoda znakomita. Dzisiaj byliśmy na plaży w Gdyni i było cudownie. Zanim rozłożyliśmy cały sprzęt na scenie, trochę pozwiedzaliśmy miasto i zapowiada się rewelacyjny wieczór.

Nie wszyscy Was jeszcze znają w Polsce, gdyż jesteście nowym zespołem dla naszej widowni. Możecie trochę o sobie opowiedzieć?

SW: Jasne! Teraz właśnie stoimy w pokoju, gdzie śpimy, a reszta zespołu przebiera się w garnitury, w których występujemy. Jesteśmy zespołem z Holandii, gramy blues rocka w bardzo soulowym wydaniu i za każdym razem, kiedy jesteśmy na scenie próbujemy stworzyć coś na miarę dużej imprezy. Kochamy to, co robimy i chcemy aby publiczność odczuwała dokładnie to co my. Ostatnim razem w Polsce byliśmy tylko we trójkę: basista Mathijs Vermeulen, perkusista Mark Kieboom i ja. Teraz przyjechał z nami klawiszowiec Jair Yess, który zarazem jest jednym z najlepszych gitarzystów jakich znam.

Posiadacie w swojej dyskografii tylko jeden album. Planujecie nagrać kolejny?

SW: Zgadza się. Chcemy wydać nowy krążek na początku przyszłego roku. Mamy już dużo materiału, który zamierzamy nagrać po powrocie do domu. Ciągle tworzymy coś nowego i zagramy to również dzisiaj.

Co możecie powiedzieć na temat Waszego najnowszego teledysku pt. „Bumblebees”? Jest to zupełnie inna muzyka, niż ta do której nas do tej pory przyzwyczailiście.

SW: Dla nas nie jest to inna muzyka. Zawsze słuchamy różnych rzeczy i staramy się tworzyć różne dźwięki. Dobrze jest sięgać po inne gatunki, ponieważ grając wciąż to samo stajesz się mało interesujący. Najważniejszym jest patrzenie poza horyzont i to właśnie zrobiliśmy przy okazji „Bumblebees”. Tak nam się wydaje. Wciąż czekamy na nowy album, na pewno będziesz zaskoczony (śmiech)!

Będzie on bluesowy czy zupełnie inny?

SW: Na pewno będzie dużo bluesa, ale znajdziesz na nim również sporo soulu, funku i innych „wariactw” (śmiech).

Jakie zespoły moglibyście wymienić jako Wasze największe wzory muzyczne?

SW: Trudne pytanie. Na pewno największe wrażenie robią na nas kapele z lat 70-tych. Led Zeppelin, Jefferson Airplane, Jimi Hendrix, różnego rodzaju psychodeliczne i blues rockowe zespoły, ale słuchamy też dużo jazzu oraz współczesnych bandów, np. The Black Keys. Kiedy podróżujemy po Europie, w trakcie trasy koncertowej, to słuchamy najprzeróżniejszych rzeczy. Długo można by wymieniać (śmiech).

Co myślicie o holenderskiej muzyce lat 70-tych? W końcu to kawał rockowej historii. Preferujecie europejskie czy amerykańskie granie?

SW: Holendrzy odegrali wielką rolę w powstawaniu muzyki takich zespołów jak my. Ale ciężko określić czy wolę europejski, czy amerykański styl tamtych lat. Tak naprawdę nieważne skąd pochodzi dany zespół, ważne jest co reprezentuje swoim graniem, więc ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć.

Wróćmy jeszcze do nazwy Waszej kapeli. Kiedyś występowaliście pod szyldem The Sean Walsh Band, a teraz The Red Phone. Skąd taka zmiana?

SW: Graliśmy pod starą nazwą nawet w Polsce kilka razy. Przyjechaliśmy tu dzięki Jurkowi Simińskiemu z Agencji Bluesfactory i zadawał nam to samo pytanie (śmiech). Pytał się „Sean, co Ty robisz, przecież dobrze się układa, kiedy grasz pod własnym nazwiskiem”. Zgodziłem się, ale w pewnym momencie przestało nas to bawić. Tak naprawdę to wszyscy opuściliśmy tamten zespół i zaczęliśmy coś nowego z nowymi muzykami. Stwierdziliśmy, że jak mamy zacząć od nowa, to musimy zmienić nazwę zespołu. W końcu to nowi ludzie, nowe dźwięki i nowa energia. Jestem z tego bardzo zadowolony. Uważam, że The Red Phone to o wiele fajniejsza nazwa, niż The Sean Walsh Band (śmiech).

Życzę Wam samych sukcesów. Gdzie jeszcze zagracie w naszym kraju po Gdyni?

Mathijs Vermeulen: Jutro gramy w Kościerzynie, a pojutrze kończymy w Szczecinie we Free Blues Clubie. Na pewno tam trochę zaszalejemy (śmiech)!

Wrócicie jeszcze do Polski w przyszłości?

SW: Jasne, że tak! Jest fantastycznie! Zawsze cieszymy się z grania w Polsce.

Dziękuję serdecznie za Wasz czas i powodzenia wieczorem na scenie!

The Red Phone: To my dziękujemy! Do zobaczenia po koncercie (śmiech)!

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.