Recenzje

Joanne Shaw Taylor – Almost Always Never

Joanne Shaw Taylor ma zaledwie 26 lat, a już ukazała się jej trzecia solowa płyta. Młoda gitarzystka z Anglii podbija rynek elektrycznego blues rocka w niesamowitym tempie – i co najważniejsze – robi to w znakomitym stylu. „Almost Always Never” to solidna porcja muzyki dla wszystkich wielbicieli elektryzującej gitary i mocnego kobiecego wokalu.

Joanne urodziła się w 1986 roku w Birmingham i już od najmłodszych lat inspirowała do bycia zawodową bluesmanką. Wychowała się na dźwiękach takich muzyków jak Stevie Ray Vaughan, Albert Collins czy Jimi Hendrix. W 2002 roku za namową Dave’a Stewarta (znanego z zespołu „Eurythmics”) dołączyła do jego projektu zwanego D.U.P., z którym ruszyła w europejską trasę koncertową. W maju 2009 roku wydała swój debiutancki krążek „White Sugar”, który zebrał bardzo wysokie noty recenzentów i ukazał szerszej publiczności muzyczne talenty artystki. Idąc za ciosem, rok później, światło dzienne ujrzał drugi album zatytułowany ”Diamond In The Dirt”, co zaowocowało zdobyciem tytułu najlepszej wokalistki roku.

11 września wydała trzeci krążek w karierze, który uważam dotychczas za najlepszy. Znalazło się na nim 12 w pełni autorskich kompozycji, które od początku do końca trzymają niesamowicie wysoki poziom. Muzycznie jest znakomicie! Wszystko jest świetnie poukładane, ale nie brakuję również zadziornych solówek gitary. Sekcję muzyczną tworzą David Garza (klawisze), Billy White (bas i gitara) oraz J.J. Johnson (perkusja), który szlifował swoje umiejętności u boku m.in. Johna Mayera. Album „Almost Always Never” otwiera „Soul Station”, który jest znakomitą wizytówką płyty i doskonałą zapowiedzią tego co usłyszymy dalej. Uważam, że Joanne „wyniosła” ze swojej edukacji same najlepsze elementy. Jej gra na gitarze jest nowoczesna, ale w granicach rozsądku. Nie ma tu żadnych „męczących” riffów i żadnego gwiazdorzenia. Są to najczystsze emocje, których nie da się podrobić. Najlepiej słychać to w spokojnym „Jealousy”, gdzie jej głos wyzwala w człowieku nieopisane uczucie. Nie jest to wokal pokroju Jenis Joplin, do której przywykło się porównywać większość wokalistek, ale jest to na pewno wokal potężny, choć zupełnie inne barwy niż w przypadku Jenis. Wystarczy jedno przesłuchanie płyty aby chcieć wrócić do niej ponownie. Jej gitara i głos to połączenie zabójcze, obok którego nie można przejść obojętnie.

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.