Relacje

Blues na Świecie Festival 2012

Ostatni weekend czerwca w Świeciu nad Wisłą okazał się być pięknym świętem bluesa. W dniach 29 i 30 lipca miała tam miejsce druga edycja festiwalu „Blues na Świecie”. Koncerty odbyły się w doskonale przygotowanym Amfiteatrze w centrum miasta, który sprawił, że każdy z występujących zespołów brzmiał rewelacyjnie. Dyrektor artystyczny festiwalu Tomek Stanny stanął na wysokości zadania i był to weekend spędzony znakomicie. Myślę, że wszyscy Ci, którzy pojawili się w Świeciu, mają to samo zdanie.

Tegoroczny line-up festiwalu był bardzo urozmaicony i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Fani bluesa mogli trochę narzekać, że tym razem więcej było muzyki z okolic bluesa, ale myślę, że każdy choć trochę otwarty na inne brzmienia mógł być zadowolony. Mi osobiście nie podobały się dwie rzeczy, ale do tego jeszcze dojdziemy. Piątkowy wieczór otworzyła kapela, która przyjechała do nas z Insheim w Niemczech – „Johnny Rieger Band”. Bardzo obiecujący zespół, który pokazuje, że i w Niemczech nasz ukochany gatunek jest wybierany przez coraz większą ilość młodych muzyków. Mają oni już na swoim koncie występy w Memphis w ramach International Blues Challange, które odbyły się w tym roku. Grają nowoczesnego bluesa, czasem mocno przypominającego styl Steve Miller Band. Koncert podobał mi się, lecz nie byłem do końca przekonany. Chłopacy z Niemiec zmienili to podczas nocnego jam session, podczas którego zostawili dużo zdrowia i dużo najwyższych lotów bluesa. Po nich wystąpił zespół „Retro Funk”, z którym gościnnie wystąpić miał Mietek Szczęśniak, lecz sprawy prywatne nie pozwoliły mu na przyjazd do Świecia. W zamian na kilka utworów do kapeli dołączył Mateusz Krautwurst, finalista programu telewizyjnego „The Voice of Poland”. „Retro Funk”, jak sama nazwa wskazuje, wykonuje muzykę funkową. Nie były to do końca moje upodobania muzyczne, ale przyznam, że kilka utworów zagranych z udziałem saksofonów było na najwyższym poziomie. Momentami czułem ducha amerykańskich „jam bandów” takich jak m.in „Dave Matthews Band”. Niestety odczucie o ich występie na koniec popsuł zaproszony Mateusz Krautwurst. Nie wiem jaki poziom prezentował w telewizji, ale na scenie w Świeciu był strasznie odpychający. Nie jestem w stanie pisać o odczuciach publiczności, ale dla mnie osobiście jest wokalistą słabym. I właśnie jego wyjście na scenę popsuło mi odbiór kapeli „Retro Funk”, która ma w sobie bardzo duży potencjał.

W końcu przyszedł moment, na który czekałem od początku festiwalu. Na scenie pojawili się muzycy z Big Fat Mamy, którzy jako jedyni w Polsce potrafią przywołać ducha Franka Zappy. Do tej pory ich najlepszy występ zaobserwowałem w zeszłym roku na festiwalu Wetwater w Moryniu, ale to co pokazali w Świeciu przerosło najśmielsze moje oczekiwania. Mnogość zwariowanych aranżacji, pięć przenikających się głosów i energia, która nie pozwalała na bezczynność. Psychodelia mieszała się tam z funkiem, rockiem i bluesem. Odjazd na całego! Każdy z muzyków zespołu dawał od siebie wszystko co najlepsze. W ciągu całego roku kiedy nie miałem okazji być na ich koncercie zrobili niesamowity postęp. Aż dziw bierze, że nie zrobili jeszcze kariery na zachodzie. Mistrzostwo! Nie mogło również zabraknąć na festiwalu jam session. Po koncertach przenieśliśmy się do Cafe Kultura, gdzie do białego rana bawiliśmy się przy muzyce. Tej nocy przeważał funk, ale również dało się usłyszeć trochę bluesa w wykonaniu Johnny Riegera oraz Big Fat Mamy. I tym sposobem zakończyła się piątkowa odsłona festiwalu w Świeciu.

Sobotnie popołudnie rozpoczęło się od warsztatów pod nazwą „Mała Akademia Bluesa”, które odbyły się w Cafe Kultura o 13:00. Zajęcia z gitary prowadził Jacek Jaguś, a zajęcia z harmonijki Michał Kielak. Osób dużo nie było, więc przynajmniej Ci co przyszli mieli instruktorów do własnej dyspozycji, co za pewne przełożyło się na lepszą jakość nauczania. Po warsztatach przyszedł czas na oczekiwaną przez wielu burzę, co poprawiło nasze samopoczucie i nie było już tak upalnie. Nadszedł w końcu czas koncertów. Ten dzień festiwalu otworzyła znakomita grupa „Harmonijkowy Atak”, która złożona jest z jednych z najlepszych harmonijkarzy w Polsce. Michał Kielak, Bartek Łęczycki, Tomek Kamiński oraz Łukasz Wiśniewski dali doskonały przykład, że ten piękny instrument nie jest tylko i wyłącznie elementem muzyki bluesowej. Wykonali większość utworów ze swojej ostatniej płyty „Harp Core”, na której znajdziemy wiele gatunków muzycznych zaaranżowanych właśnie pod harmonijkę. Wsparci przez wspaniałych muzyków z Jackiem Jagusiem z „JJ Band” na czele poderwali licznie przybyły tłum w tempie ekspresowym. Lepszego rozpoczęcia tego dnia być nie mogło. Kiedy muzycy opuszczali scenę, prowadzący festiwal Andrzej Jerzyk zapowiadał już kolejną gwiazdę, która za moment miała się pojawić. Po kilkunastu minutach wyszła na nią kapela Cree, na którą tego dnia czekało całe Świecie. Nie ukrywam, że nie jestem fanem tego zespołu, ale kilka utworów bardzo mi się podobało. Zwłaszcza te wolniejsze, w których Sebastian Riedel mógł w dużej krasie ukazać swój kunszt gry na gitarze. Oprócz tego wykonali dwa lub trzy numery Dżemu oraz najnowszy materiał z ostatniej płyty. Na koniec zaprosili do wspólnego grania swoich bliskich znajomych w postaci Jacka Jagusia i Michała Kielaka, którzy wraz z Cree zakończyli ich koncert. W tym momencie festiwal w Amfiteatrze się dla mnie zakończył, gdyż główną gwiazdą tego dnia był Maciej Maleńczuk i Psychodancing, który nie ma ani odrobiny bluesa w swoim graniu. Zaproszenie takiego muzyka było zapewne zagraniem pod sponsorów festiwalu, aby pojawiło się więcej publiczności. Z jednej strony trochę bez sensu, ale z drugiej w pełni to rozumiem. Muzyka bluesowa nie jest muzyką „mainstreamową” w Polsce i ciężko jest zrobić taki festiwal w centrum miasta. W końcu to dopiero druga edycja i nie jest on mocno znany w naszym kraju. Dzięki temu, że pojawił się taki muzyk, przyszło więcej ludzi, którzy przy okazji poznali czym jest nasz ukochany gatunek muzyczny i może w przyszłym roku wrócą aby usłyszeć coś nowego. Tak więc Państwo wybaczą, ale o koncercie Maćka nic nie napiszę, gdyż po prostu mnie na nim nie było.

Podsumowując obydwa dni muszę przyznać, że było fantastycznie. Doskonałe miejsce i nagłośnienie, o które często bardzo trudno; wielce gościnni organizatorzy, którzy przyjęli nas Gdańszczan bardzo gorąco oraz świetna muzyka, która towarzyszyła nam od piątku do niedzieli. Dodam również, że wybór kawiarni Cafe Kultura na miejsce jamów okazał się strzałem w dziesiątkę. Bywało tam czasem duszno, ale atmosfera była wyśmienita. Wspólnie bawiący się w niewielkiej sali muzycy, publiczność i organizatorzy to najlepsza część każdego festiwalu bluesowego. Oby kolejna edycja była równie udana. Jeszcze raz za wszystko Wam Świecie dziękujemy!

GALERIA (fot. SALDAT.PL)

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.