Recenzje

Tedeschi Trucks Band – Everybody’s Talkin’

22 maja bieżącego roku pojawiła się na rynku pierwsza koncertowa płyta zespołu Tedeschi Trucks Band. Była to mocno oczekiwana pozycja wśród fanów projektu najsłynniejszego bluesowego małżeństwa ostatnich lat, więc i wymagania były wysokie, czego myślę byli świadomi nawet sami muzycy. Warto było czekać? Moim zdaniem tak, ale…

Zawsze musi być jakieś „ale”. Zrozumiałe jest, że znajdą się malkontenci, którzy wynajdą jakikolwiek argument, aby ponarzekać. Ja też znalazłem ich kilka. Ale zacznijmy od początku. Na wstępie poinformuję, że jestem wielkim entuzjastą twórczości Dereka Trucksa, który wraz se swoim bandem wydał wiele znakomitych płyt studyjnych, jak i koncertowych. Bez wątpliwości jest to „wyższa półka”. Ale nie do końca podoba mi się pomysł połączenia sił ze współmałżonką Susan Tedeschi oraz dokonania zmian w zespole (moim zdaniem na gorsze). Susan szanuję i bardzo lubię jej śpiew, ale nie podoba mi się, że jej partie wokalne wybiły się kosztem znakomitego Mike’a Mattisona, który teraz został przeniesiony do chórków. Wspominałem o tym przy okazji debiutu płytowego Tedeschi Trucks Band i powtarzać będę to do upadłego. Nie podoba mi się to, ale rozumiem, że stworzenie takiego zespołu było ukłonem wobec żony Dereka. Cieszy mnie w tym krążku chociaż to, że Mike jest tu bardziej eksploatowany niż miało to miejsce na poprzedniej płycie. Kolejnym aspektem, który mnie lekko denerwuje, jest nie najwyższych lotów gitara Dereka. Przez lata przyzwyczaił nas do mrożących krew w żyłach solówek, pięknych, ale przy tym subtelnych dźwiękach granych slidem. Tutaj jest to bardziejstonowane, niż w Derek Trucks Band. Może jest to uwarunkowane obecnością Susan, może czymś innym. Może Susan chce również w większym stopni trafić z płytą do płci żeńskiej, która woli bardziej uspokojone granie? Na to pytanie musiałaby odpowiedzieć sama artystka, nam pozostają tylko domysły.

Wystarczy tych argumentów na „nie”, teraz pora na kilka zadowalających mnie elementów tej płyty. Krążek jest ciekawy! I to bardzo. Znajdziemy tu takie brzmienia jak blues, soul czy jazz. Wszystko jest poukładane i przejrzyste. Może nawet i za bardzo, gdyż odczuwa się tu brak jakiejkolwiek większej zabawy muzyką. Krążki koncertowe Derek Trucks Band były pełne zabawy z dźwiękami, improwizacji i wielu zaskakujących rozwinięć znanych aranżacji z albumów studyjnych. Tutaj jest wszystko dokładnie jak na „Revelator” z 2011 roku. Same oklaski podczas słuchania wiele nie zmieniają, a szkoda, gdyż miałem chęć na „koncertówkę” z prawdziwego zdarzenia. No tak, miałem przestać wymieniać wady, a robię to dalej. Oczywiście są to pewnego rodzaju wady, ale o dziwo, krążka słucha się niesamowicie przyjemnie. Od pierwszych dźwięków, aż do samego końca albumu, czuje się radość i chęć posłuchania płyty jeszcze raz. I tak w kółko. Jeden utwór serwuje nam spokojne soulowo bluesowe granie, inny zachęca nas do tańca, a jeszcze inny uspokaja swoim jazzowym brzmieniem. Tu jest po prostu wszystko czego dusza zapragnie. I to właśnie sprawia, że pomimo wielu zastrzeżeń, płyta jest świetna! Kiedy myślałem co o niej napisać, wciąż czegoś mi brakowało, a i tak płyta „kręciła się” w odtwarzaczu bez chwili wytchnienia. To jest właśnie magia muzyki, która na pewnym poziomie i u pewnych muzyków, pomimo swoich niedociągnięć, porywa słuchacza w świat, z którego ciężko się wydostać. Taka jest ta płyta i polecam ją wszystkim z głębi serca. I jeśli po pierwszym przesłuchaniu Ci się nie spodoba, posłuchaj jeszcze raz drugi – odlecisz.

O autorze

Adam "Brzoza" Brzeziński

Miłośnik wszystkiego co z bluesem i jego okolicami związane. Twórca autorskiej audycji "Trójwymiar" w Radiu SAR, którą prowadził przez dziesięć lat, aż do stycznia 2017. Pisał również do kwartalnika "Twój Blues". Juror licznych konkursów kapel na festiwalach bluesowych w Polsce. Autor bloga BrzozaMuzyczna.pl, który jest oknem na świat dla jego muzycznych przemyśleń.